„Bruksela nie tylko stanowi prawo lub jedynie koordynuje politykę między państwami członkowskimi. W ostatnich latach budowała znacznie ambitniejszą, a przede wszystkim mniej widoczną architekturę: system zdolny do wyznaczania granic dyskursu publicznego, wpływania na kształtowanie się opinii politycznych i warunkowania terenu, na którym rozgrywają się wybory” - pisze portal gaceta.es.
Gaceta.es przytacza słowa dr Normana Lewisa, jednego z szefów Obserwatorium Ingerencji Wyborczej w brukselskim think tanku MCC, wypowiedziane podczas seminarium zorganizowanego przez Centrum Praw Podstawowych.
Żaden z nich nie został wybrany. Nie ponoszą przed nikim odpowiedzialności - mówił Lewis, wskazując, że sieć ta pełni jednocześnie funkcję „sędziów, ławy przysięgłych i wykonawcy".
Punktem wyjścia tej architektury jest reforma techniczna. Nazywa się to aktem o usługach cyfrowych. Jednak według Lewisa sam język ujawnia zmianę paradygmatu.
Nie mówimy już o wolności słowa, ale o „usługach”, terminie, który na nowo definiuje znaczenie dyskursu publicznego. >>>

Zapraszamy!
Dołącz do nas!





