To jest przypowieść o facetach. Stoją bezczynnie, są bezrobotni. Nie chce im się niczym zająć? Nie szukają zajęcia, bo o pracę i tak ciężko? Nie wiemy. W każdym razie pracodawca przychodzi do nich sam. Proponuje uczciwą zapłatę, nie jest wyzyskiwaczem. Układ jest w porządku. Idą pracować.
Jak się potem okazało, to było pierwsze i nie jedyne wyjście pracodawcy po robotników, ale za to jedyne, w którym pada kwota zapłaty za pracę. W pozostałych przypadkach mowa jest tylko o tym, że zapłata będzie uczciwa, a w przypadku tych, którzy przyszli tylko na ostatnią godzinę, o zapłacie w ogóle nie ma mowy. Tak czy inaczej za każdym razem to szef wychodzi z inicjatywą. Tak jest z Panem Bogiem. Jeśli masz poczucie, że nikt cię „nie najął do pracy w winnicy”, to Bóg chętnie to zrobi, jeśli tylko się zgodzisz pójść i pracować. >>>

Zapraszamy!
Dołącz do nas!





